Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Aby dowiedzieć się więcej kliknij link. Możesz je zawsze wyłączyć w ustawieniach swojej przeglądarki.


Więcej informacji o ciasteczkach.

Akceptuje używanie ciasteczek.
Nawigacja
Reklama
shoutbox
anime24
radio

Ankieta
Jak oceniasz nowy ENDING?

6
6
17% [16 głosów]

5
5
17% [16 głosów]

4
4
26% [24 głosy]

3
3
15% [14 głosy]

2
2
4% [4 głosy]

1
1
8% [7 głosów]

Nie mam zdania
Nie mam zdania
13% [12 głosy]

Ogółem głosów: 93
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 06/07/2014

Archiwum ankiet
Aktualnie online
· Gości online: 15

· Użytkowników online: 18
RidgeFeme, usemebyowa, ijitizm, Deriksase, Alfredtiedy, Davinkal, amifaddy, Lewicop, KevenBive, Dasvidbox, Sazalda, BordEleree, Losgcop, KeganOa, DavidNeago, eligmicaodum, ebicoxemaq, ThomasDop

· Łącznie użytkowników: 245,074
· Najnowszy użytkownik: eligmicaodum
Fanfic
Living Raper Cz.5 Shadow Town
Walker zmierza w kierunku Shadow Town, gdzie ma się spotkać z wilkołakiem imieniem Han. Walker jadąc na swoim motorze, odczuwa niepokój, mocno ściekając w dłoniach kierownice. Niepokój w nim budzi sama miejscowość, Shadow Town zostało wybudowane w miejscu gdzie ogromna armia ludzi i istot nad przyrodzonych stoczyła ogromną bitwę, która sprawiła, iż, okoliczne bagna zyskały miano „Bagna flaków”, ponieważ wtedy człowiek szybciej mógł utonąć z krwi i gnijących zwłokach niż w błocie jak na zwyczajnym bagnie. Tylko interwencja Imperium spowodowała, iż okoliczne tereny nadawały się pod osadnictwo, z silnym zastrzeżeniem, iż na owym bagnie może kumulować się potężna energia duchowa, której nie da się już w tym miejscu wypędzić, to miejsce na zawsze zostało rozdarte przez przemoc i rozpacz i nie da się go wyleczyć. Dojeżdżając na miejsce, Walker ma nadzieje, iż Maine nie udał się na owe bagna, karmiąc się złudnymi nadziejami. Po dojechaniu na wskazane przez Lokiego miejsce, którym okazał się jedyny okoliczny bar przybudowany do stacji paliw, która wyglądała dość obskurnie, zwłaszcza pod czas kolejnego pochmurnego poranka, który uwypuklił wszelkie niedoskonałości i brudy. Nasz bohater pomimo początkowego zgorszenia wszedł do środka, a okoliczni mieszkańcy mocno zdziwieni, a nawet przestraszeniu obserwowali jego ruchy. W pewnym momencie Walker podniósł głos i zapytał :

- HAN ?! Gdzieś ty jest draniu ?! - W tym momencie odwrócił się do niego odziany w czarne skórzane spodnie i długą kurtkę mężczyzna, był on nienaturalnie blady i miał białe niczym sędziwy starzec włosy, z wyglądu jednak nie przekraczał on jednak 30 lat, nie nosił on na koszuli, przez co za luźnej kurtki bez problemu można było zobaczyć jego umięśniony tors, który zdobiły szeregi mniejszych i większych blizn.
- Jesteś wreszcie łajzo... Czekam od dwóch dni. - Odpowiada mężczyzna, który najwidoczniej jest owym Hanem.
- Miałem własne problemy... poza tym podróż do Shadow Town nie wydaje mi się idealnym miejscem na wakacje...
- Heh, z tym się zgodzę. - Po czym po chwili przerwy Han dodaje – Ten twój Maine, to śliska zdobycz, już kilka razy prawie go miałem, po czym mi się wymkną...
- Wymknął ? Człowiek Wilkołakowi ?
- Tak, nawet mój nadnaturalny zmysł węchu, który sprawił, iż wyczułem cię jakąś godzinę temu, nie pomógł mi w odnalezieniu go... A ten człowiek cuchnie jeszcze gorzej niż ty... - Oznajmia Han.
- Jak ja ? Co to miało znaczyć ? - Pyta Walker.
- Ty śmierdzisz dla mnie trupem... on siarką....
- Siarka ? - Pyta zaciekawiony Walker.
- Tak a co w tym niesamowitego ?
- Ostatnio miałem spotkanie z demonem, który opętał człowieka. Może zapach siarki jest z tym powiązany...
- Może - Oznajmia Han, po czym dodaje – Ale nawet jeśli jest on kozakiem, to nie przeżyje za długo.
- Czemu ? Nie mów mi, że zgubiłeś jego ślad w na Bagnach Flaków.
- Dokładnie, ale nie to jest najgorsze...
- A co jest ? - Pyta Walker.
- Ten twój znajomek spowodował wzburzenie w okolicznych duchach na bagnach, formują one ogromne rzędy duchów i upiorów, które pewnie lada dzień zaatakują miasto, a wszystko przez twojego znajomego Maina, który jak widocznie lubi wkładać kij w mrowisko...
- Kij w mrowisko ?
- Tak, ten kretyn swoją obecnością narobił takiego zamieszania, że owe duchy, zaczynają zagrażać miastu, na wszelki wypadek zarządziłem ewakuacje, ale jeszcze nie wszyscy się wynieśli... - Oznajmia Han.
- Muszę go znaleźć – Mówi Walker, po czym dodaje – To jedyna szansa na to aby odpowiedział mi na kilka pytań...
- To idź, jeszcze 4/5 godzin i miasto zostanie całkowicie wyewakuowane. Ja zadbam, aby wszyscy opuścili miasto do tego czasu, a ty idź na bagno. Przy okazji zabijesz kilka duchów, to może odwrócisz ich uwagę na chwile od tego miasta, zanim cię nie rozszarpią.
- Haha, bardzo śmieszne. Nie idziesz ze mną ? - Pyta Walker.
- Nie, najpierw upewnię się, że ludzie są bezpieczni, potem dołączę do ciebie.
- Jeśli oboje wyruszymy, nie będzie nikogo, kto obroniłby mieszkańców przed duchami... - Odpowiada Han – Dołączę do ciebie, jak miejscowi się stąd wyniosą.
- Może zostanę z tobą ? - Pyta Walker.
- Gdzie kucharek sześć...
- Pytam poważnie.
- Nie idź inaczej na dobre urwie się ślad Maine'a, a poza tym odciągniesz nieco uwagę duchów od miasta, jesteś specjalistą od duchów, z tego, co wiem. - Mówi Han.
- A właśnie, jak Wilkołak taki jak ty ma zamiar walczyć z duchami ? - Pyta zaciekawiony Walker. - Po czym Han wyciąga przed niego rękę, na której widać srebrne pazury, po czym oznajmia.
- Kazałem sobie wstrzyknąć srebro w moje pazury, normalnie wypaliłoby mi to dłonie. Jednak poprzez obcowanie ze srebrem wyrobiłem sobie naturalną odporność na ten metal – Po czym Han podnosi on do góry swoją wargę, pokazując nasączone srebrem kły, oraz wyciąga przed siebie miecz, który miał, na swoich plecach pokazując, iż również jest wykonany ze srebra, po czym dodaje – Wiesz, że srebro i kute żelazo to jedyne materialne obiekty, jakie ranią duchy. Jestem doskonale przygotowany.
- Zatem wyruszam – Oznajmia Walker.
- Uważaj, na tych bagnach żyją legiony mściwych duchów, kto wie, co się narodziło, na tych bagnach do tego czasu. - Mówi Han.
- Bez obaw, nie jestem wariatem. Jeśli pojawią się jakiekolwiek ślady Belfegora, wycofam się...

Po czym Walker wyszedł z baru, rozpoczął przygotowania, zabrał od Hana mapkę, z miejscem gdzie zgubił ślad Maine'a, była ona jednak dość mało dokłada z racji tego, iż Han rysował ją z pamięci. Walker popatrzył nad czarne, fioletowe chmury zbierające się nag bagnem, wypatrując jak silne moce duchowe, tam się zbierają. W okolicach południa Walker doszedł na bagno, nie mógł tam dotrzeć motorem z powodu nierównego, zarośniętego i bagnistego terenu. Bagno z początku wydawało się całkiem normalne, pomimo kłębiących się nad min fioletowych chmur. W pewnym momencie jednak powietrze stało się niesamowicie ciężkie, a drzew zaczęła wypływać krew. Walker przywołał w dłoń kosę, zdając sobie sprawę, iż ten obszar jest jednym wielkim kłębowiskiem duchów. Cały obszar zaczął wywierać ogromną duchową presje na Walkerze, jakby co najmniej całe bagno chciało go pożreć. W pewnym momencie wyłoniło się pięć rozmytych postaci w długich, czarnych jak smoła szatach, po chwili zmieniły się w one w cieniste kłębowiska cienistych rąk, które rzuciły się wprost na Walkera. Nasz bohater wiedział, że ma do czynienia z Upiorami, jednego z nich spotkał jakiś czas temu w Newborn. Walker wykonał kilka szybkich, cięć odcinając wiele z upiornych rąk, po czym w drugiej przywołał swój łańcuch, który jakby myślący samodzielnie znaczą atakować upiory. Łańcuch oplótł jednego z nich, po czym go rozrywał, w tym czasie Walker dostrzegł duchowy łańcuch jednego z nich, po czym przeciął go. W tym momencie za plecami naszego bohatera pojawiły się dwie blade kobiety, w białych jak śnieg sukniach i czarnych ja noc włosach. Wbiły one swoje pazury w plecy Walkera, dotkliwie go raniąc, ten jednak niewzruszony odwrócił się i wykonał zamach kosą, niestety niecelny, choć udało mi się je chwilowo odpędzić, lecz znów pojawiły się tuż za nim, tym razem w liczbie czterech, chciały razem z upiorami zaatakować Walkera, lecz ten powiedział - „nie ze mną te numery”-, wtedy przeciął on niemal niezauważalnie jednego upiora wraz z jedną kobietą w bieli. Duchy nieco się wycofały, na widok coraz silniej emitującej z ciała naszego bohatera energii śmierci, która zaczęła im coś przypominać. Wtedy Walker wykrzyczał -” Kobiety w bieli czy upory to nic, musicie się bardziej postarać”- W tym momencie za pozostałymi upiorami i kobietami z bieli pojawiło się pięć innych duchów. Wywoływały one dużą większą presje duchową, a okoliczne cienie wydłużyły się to niepojętych rozmiarów. Duchy te przypominały, ciężko okaleczone, ubrane z czerń stare kobiety o niemal śnieżno białych włosach. Te pięć duchów rzuciło się na pozostałe słabsze duchy, zjadając je na oczach Walkera, na ten widok nasz bohater oznajmił - „Świetnie, musiałem wykrakać, teraz Banshee”- Po czym dwie z nich niemal automatycznie teleportowały się przed Walkerem, zadając mu spore obrażenia, rozrywając skórę razem z dużymi kawałkami mięsa i organów wewnętrznych. W pewnym momencie, pomimo tego, iż Walker nie był zwykłym człowiekiem, opadł nieco z sił, ukląkł, walcząc z bólem. Wtedy wokół niego pojawiły się wszystkie pięć Banshee, nachyliło się nad nim, i wydało z siebie niesamowicie, głośny i przerażający skowyt. Atak ten niemal natychmiast spowodował, iż Walkerowi pękły bębenki w uszach, a po chwili zaczął mu się, pod wpływem fal dźwiękowych gotować mózg. Nasz bohater opadł na ziemie bez życia. Pięć Banshee zaczęło się oddalać. Byłby to koniec naszej opowieści... Jednakże po chwili Walker wstał, nieco podleczony. Banshee nie wiedziały, c się dzieje, ale zauważyły, że ich energia duchowa zaczyna być zasysana przez kose, którą w rękach trzyma Walker. Po chwili Banchee zaczynają atakować Walkera, lecz wtedy z jego dłoni nie wyłania się jeden a pięć łańcuchów kontrujących ich atak, jego kosa zmieniła kształt, jej ostrze oblekł jasny kwas, a z oczy Walkera zaczął wydobywać się dym, przypominający czarny, bezkresny cień. W tym momencie nasz bohater powiedział - „Gdybym wiedział, że energia banshee będzie tak smakować, przybyłbym tu wcześniej” - Wtedy Banshee chciały rzucić się na Walkera, lecz on teleportował się bezpośrednio przed jedną z nich, przecinać ją na pół, a drugą rozrywając łańcuchami. Po tym ataku Walker powiedział - „Wildze, że mogę się uczyć waszych ataków, w trakcie walce z wami. Żniwiarze naprawdę mają ciekawe zdolności”, wtedy za Walkerem pojawiły się trzy inne Banshee, wgryzając się w niego, zauważając okazje, pozostałe Banshee przystąpiły do ataku, Wtedy Walker oznajmił -„Wybaczcie, ale co za dużo to nie zdrowo, nawet kobiet” i w tym momencie, odepchną wszystkie Banshee, wiązką łańcuchów, potem wykonując obrót, odcinając każdej z nich pod tym samym kontem głowy, powodując ich rozpad. W tym momencie usłyszał, jak ktoś klaska. Walker odwrócił się i zobaczył coś, czego nie spodziewał się zobaczyć. Zobaczył rozradowanego, Maine'a w czystym garniturze lewitującego kilka centymetrów nad ziemią. W tym momencie Walker zaczął go bacznie badać, po czym po chwili zapytał.
- Czym jesteś Maine ? Na pewno nie demonem ?
- Na pewno ? Hahaha, wiem, pewnie jestem tak potężny, że pomyliłeś mnie z moim przyjacielem Baalem, haha...
- Właściwie, to miałem takie wątpliwości, podobno pachniałeś siarką. Teraz widzę jednak że twoja moc to nie ta sama skala co moc Baala. Choć wydajesz się nieco mocniejszy od Banshee...
- Znasz określenie „Demon stworzony na ziemi” ? - Zapytał Maine.
- „Demon na ziemi ?” - Zapytał Walker.
- Widzisz, jest jeszcze jeden duch, pomiędzy Banshee a Belfegorem.
- Rzeźnik..Ale co to ma wspólnego z demonem na ziemi ?
- Tak, jestem duchem, który zaczął pożerać ludzi, aby odbudować własne ciało i móc żyć między nimi. - Odpowiada Maine.
- Dziwie się, że Baal zaczął się interesować takim śmieciem – Odpowiada Wallker.
- Wiesz, jak powstają demony ? - Pyta Maine.
- Wiem, że nie z aniołów...
- To dużo wiesz, ale pozwól, że się objaśnię. Dusze, które pozostają na ziemi, zaczynają przesiąkać energią królestwa ziemi, strachem, rozpaczą, samotnością... i stają się mściwymi duchami. Dusze te są „błędem” w boskim planie, dlatego takie duchy jak ten żyjący w tobie żniwiarz polują na nas. Dusze, które trafiają do piekła, przesiąkają piekielną energią, czyli bólem, bezradnością, nihilizmem, i wieczną męką stają się demonami. Ja chce zostać jednym z nich, ale bez udawania się do piekła. To mnie zbliżyło z Baalem, bo on na gwałt potrzebuje demonów, które potrafią całkowicie się objawić na tym świecie. A tylko demon, który zostanie stworzony tutaj, może na razie tak uczynić.
- A co jest twoim drugim celem ? - Pyta Walker.
- Drugim ?
- Tak, inaczej nie burzyłbyś miejscowych duchów... - Odpowiada Walker.
Widzę, że mnie przejrzałeś, dobrze i tak jest już za późno. Po twoich wyczynach, straciłem kontakt z Baalem, więc moje szanse na zostanie demonem, prysły. Więc teraz chce stać się częścią czegoś potężniejszego, chce ożywić naszego boga.
- Waszego boga ? - Pyta Walker...
- Tak boga, mściwych dusz...
- Nie mówisz chyba.... - Odpowiada przerażony Walker.
- Tak, o Belfegorze hahaha – Śmieje się głośno Maine, Walker go niemal natychmiast atakuje. Teleportując się, w jego okolice, lecz Maine jest szybszy, unika jego ataku, po czym dodaje – Ja lecę zadbać o przygotowania, a tobie zostawiam małą zabawkę. - Po czym pojawiają się całe zastępy duchów atakujących Walkera, wśród nich jest co najmniej kilkanaście Banshee, kobiet w bieli.

Walker po jakimś czasie pokonuje pomniejsze duchy, pozostały tylko Banshee, po chwili Walker wykonuje coś nietypowego, wydaje z siebie krzyk, podobny do tego, co wykonuje Banshee, a one uciekają, zdając sobie sprawę, iż nie są w stanie wygrać. Nasz bohater już chciał ruszyć w kierunku miasta, lecz zauważył, iż nie może się poruszyć. Zauważa, że jego stopy trzymają dwie błotniste dłonie, które wyłoniły się z podłoża, a wokół niego pojawiły się wielkie rozdziawione szczęki wykute jakby z błota. W tym momencie Walker słyszy jakby głos młodego chłopczyka.

- Pobawimy się ? ! hihihi
- Świetnie, brakowało mi tu jeszcze Topielca – Oznajmia Walker.

W tym samym momencie Han, zarządza ewakuacją. Wszyscy już wydostali się z miasta, poza ostatnim autobusem, w którym znajduje się kilka rodzin. Autobus uległ lekkiej awarii i mechanik właśnie ją naprawiał. Nieco rozdrażniony Han wykrzykuje do niego.

- Szybciej niedorajdo ! Jeśli te duchy się tu pojawią ludzie w autobusie nie mają szans ! - Po czym po jakiś 20 minutach otrzymuje odpowiedź.
- Już skończone, możemy ruszać – Odpowiada zadowolony Mechanik.
- Cieszę się – Odpowiada Han, po czym zauważa, że mechanik przez kilka sekund nie zmienia, wyrazu twarzy. Po czym jego głowa osuwa się na ziemie, po czym tryska krew, zachlapując sporą część jedni i autobusu.
- RUSZAJ ! - Krzyczy Han – RUSZAJ, ONI JUŻ TU SĄ ! - Autobus rusza przed siebie z piskiem opon, a za Hanem pojawia się Maine, uśmiecha się, po czym z jego szczęki wyrastają długie niczym małe szable ostre kły.
- Będziesz moim pokarmem wraaaaa – Po czym rzuca się na Hana. Ten łapie go za gardło, po czym oznajmia...
- Raczej ty moim – Po czym z Han transformuje się w formę przypominającą coś między człowiekiem a wilkiem, o białej jak śnieg sierści pokrytej złotymi runami.

Reszta w następnym FF xD
Komentarze
2804 #1 Dullhan
dnia 19/09/2014

Dobre, naprawdę twoje FF trzymaja już naprawdę dobry poziom. Co prawda zdarzyło się tak kilka błędów, ale one nie raziły w oczy. Mogę podsumować to w taki sposób Good Job :v And Party ! \o/

3233 #2 Lost
dnia 19/09/2014

Wszystko fajnie Szeroki uśmiech podoba mi się jednak czekam aż będzie trochę więcej akcji ! Mam nadzieję, że się jej doczekam w następnym ff ! Trzymaj się i powodzenia Uśmiech

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Komentarze
Na tak: 1
Na nie: 0