Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Aby dowiedzieć się więcej kliknij link. Możesz je zawsze wyłączyć w ustawieniach swojej przeglądarki.


Więcej informacji o ciasteczkach.

Akceptuje używanie ciasteczek.
Nawigacja
Reklama
shoutbox
anime24
radio

Ankieta
Jak oceniasz nowy ENDING?

6
6
17% [16 głosów]

5
5
17% [16 głosów]

4
4
26% [24 głosy]

3
3
15% [14 głosy]

2
2
4% [4 głosy]

1
1
8% [7 głosów]

Nie mam zdania
Nie mam zdania
13% [12 głosy]

Ogółem głosów: 93
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 06/07/2014

Archiwum ankiet
Aktualnie online
· Gości online: 13

· Użytkowników online: 18
RidgeFeme, usemebyowa, ijitizm, Deriksase, Alfredtiedy, Davinkal, amifaddy, Lewicop, KevenBive, Dasvidbox, Sazalda, BordEleree, Losgcop, KeganOa, DavidNeago, eligmicaodum, ebicoxemaq, ThomasDop

· Łącznie użytkowników: 245,074
· Najnowszy użytkownik: eligmicaodum
Fanfic
Living Raper Cz.6 Czerń i Czerwień
Rzeźnik Maine staną naprzeciw wilkołaka Hana, ludzie w autobusie już odjechali. Po mieście szaleją mściwe duchy, banshee oraz inne upiory. Rozwścieczony Maine, zaczyna podobnie do wilkołaka coraz mniej przypominać człowieka, jego zęby zastępują długie kły przypominające igły, włosy robią się czarne i bardzo długie, jego twarz wydłuża się, oczy robią się wielkie i czarne niczym smoła, nogi stają się krótsze, lecz masywniejsze a postawą bardziej zaczyna przypominać małpę niż człowieka. Dumny wilkołak spogląda badawczo na Maine'a po czym oznajmia.

- Rzeźnik – Po czym Maine odpowiada do niego.
- Taaak, drugi najpotężniejszy rodzaj ducha, zaraz po Belfegorze, zdechniesz tu wilku.
- Tak, upiór co znaczą pożerać ludzkie mięso, aby odbudować swoje ciało i się do nich upodobnić, grozi 1000 letniemu wilkołakowi. Mam od razu rozerwać cię na szmaty czy najpierw roześmiać się do rozruchu ? - W tym momencie zauważył klepiące się wokół Maine'a inne duchy, w których szeregach znajdowało się sporo Banshee i Upiorów. W tym samym czasie energia duchowa, znacznie wzrosła a Maine odpowiedział.
- Będę rokoszować się twym ścierwem, oczywiście po tym, jak zedrę z ciebie skórę, byś miał się, z czego pochichotać.

W tym samym czasie Walker walczy z Topielcem, wokół naszego bohatera pojawiły się ogromne błotniste szczęki, chcące go pochłonąć, za nogi natomiast trzymają go dwie błotniste dłonie. Walker jednak niewzruszony przywołuje do swojej lewej dłoni sześć łańcuchów, które uwalniają go z błotnistych okowów. Wykonuje od potężny skok, który oddala go od błotnistych szczęk. Dostrzega wtedy ciało 12 letniego chłopca, z pomarszczoną i napuchłą od wody skórą, to bez wątpienia forma, jaką przyjął ów Topielec. Głowa chłopca jest nienaturalnie wykrzywiona i wygląda jakby, ledwo trzymała się ciała, Walker dostrzega na szyi ducha ślady duszenia, zdaje sobie sprawę, iż chłopiec za życia został prawdopodobnie uduszony, tak mocno, iż prawdopodobnie złamało mu to kark. Fakt, iż duch kontroluje, okoliczną wodę każe sądzić, iż został ten mord przeprowadzony w wodzie. Z oczu u chłopca wypływa czarna niczym smoła woda, sprawiając wrażenie, jakby chłopiec cały czas płakał z rozpaczy. Walker wiedział, że ten typ ducha jest jednym z najpotężniejszych, bo wywodzi się z zamordowanych dzieci, pałających żądzą zemsty. Walker wiedział, że bardzo możliwe, że śmierć tego typu duchów, często jest spowodowana przez ich własnych rodziców, a uczucie rozpaczy i odrzucenia tylko dodatkowo potęguje ich siłę. Walker w końcu wylądował, Topielec natomiast mówi „Hihihihi... pobawimy się ? Tatusiu ?! Tatusiu Nie BiJJJJJJ”, po czym w stronę naszego bohatera zmierza kilka silnych strumieni czarnej niczym smoła wody, Walker odskakuje w bok, na całe częściej, bo strugi wody przecięły znajdujące się za jego plecami drzewa niczym zapałki. W tym momencie Walker zauważa, iż wokół Topielca zaczyna gromadzić się woda, w okolicy zaczyna robić się również coraz zimniej i gdzieniegdzie woda zamarza. Walker rusza na Topielca, lecz ten śmieje się bez opamiętania, po czym podnosi do góry rękę, a okoliczna woda w ułamku sekundy otacza Walkera, i zamyka w wielkiej kuli z brudnej czarnej wody. Nasz bohater, pomimo iż posiada nadludzką siłę, która spokojnie dorównałaby zwyczajnemu wampirowi, czuje się przytłoczony ciężarem i ciśnieniem owej wody. Woda ta zachowuje się bardziej niczym płynny ołów niż woda. Walker, nic nie widzi, jest ciemno, ogarnia go nieprzeniknione uczucie chłodu i zmęczenia, nasz bohater tonie w nieprzeniknionym mroku, coraz bardziej tracąc siły i zdając sobie, iż owa woda, wysysa z niego całe siły. Walker już niemal ze zmęczenia zamyka oczy, aż zauważa pod sobą, małego płaczącego chłopca wciąż powtarzającego „Tatusiu, nie bij, będę grzeczny, tatusiu, dlaczego mnie opuściłeś ? Gdzie jesteś ?”. Walker zaczyna rozumieć, że duch owego chłopca tak naprawdę jest więziony, przez nienawiść, która tam na górze przybrała fizyczną formę, okrutnego topielca, nasz bohater zauważa, że duch, tak naprawdę połkną go, jednak robiąc to, przybliżył go do swojego najsłabszego punktu, serca, które w tym przypadku reprezentuje uwięziony wewnątrz mściwego ducha ludzka cząstka, serce chłopca. Walker zbliżył się do płaczącego chłopca, i tak samo, jak mściwy duch na powierzchni, tak i ten ślepy duch chłopca dostrzega w naszym bohaterze ojca. Chłopiec mówi.

-Tatusiu ? Czy to ty ? - Walker dostrzega okazje, zdaje sobie sprawę, iż dając duchowi chłopca, spokój, przerwie łączący go z mściwym duchem na górze wieź, która ich łączy, i zada Topielcowi cios, jaki nie byłby w stanie zadać normalnymi środkami. Podchodzi do chłopca, chłopiec przytula się do Walkera i pyta. - Tatusiu nie opuściłeś mnie ? Wybaczyłeś mi ?
-Tak wybaczyłem. Jesteś wspaniałym synem.
-Tatusiu, czyli nie będziesz już bił ? Tatusiu, kochasz mnie ? Tatusiu, powiedz, że mama do nas wróci ! Powiedz, że nie umarła !
-Nie będę, niedługo spotkamy się z twoją mamą. - Odpowiada nieco podłamanym głosem Walker. Po czym zadaje pytanie dziecku. - Przypomnij mi synu, czemu mama nas opuściła ?
-Nie pamiętasz tatusiu ? Zamknąłeś ją w piwnicy na cały tydzień, bo była niegrzeczna ! Potem osłabła i powiedziałeś, że musi odpocząć w naszym ogrodzie, a potem powiedziałeś, za nas zostawiła, bo nas nie kochała ! Tatusiu, powiedz, mama do nas wróci ! - Walker zdając sobie sprawę, jakim draniem był ojciec dziecka oraz to że prawdopodobnie zagłodził matkę chłopca, wyprowadziło go nieco z równowagi. Po czym z drżącym i mocno podłamanym głosem oznajmi,
-Tak, już niebawem się z nią spotkamy – Po czym Walkerowi posiekła łza po policzku, którą szybko wytarł. Zauważył łańcuch, który dopiero teraz pojawił się za chłopcem. Walker szybko go przeciął, a całe pomieszczenie zaczęło drżeć. Zaniepokojony chłopiec zapytał.
-Tatusiu, co się dzieje ?
-Kocham się synu i niebawem spotkamy się z mamusią, po prostu potrzęsie trochę okej ?
-Dobrze Tatusiu – Odpowiada, duch chłopca, po czym dodaje – Zmieniłeś się tatusiu, normalnie już być mnie skrzyczał albo uderzył, bo za dużo mówię jak mama, ale... wole obecnego ciebie... - Po czym za plecami chłopca pojawia się jasne niemal rażące światło, światło które spowija chłopca, po czym on sam znika.

Całe pomieszczenie zaczyna się sypać niczym odklejające się puzzle, a Walker stara się zasłonić swoje oczy, co najmniej jakby nie chciał, aby ktoś zauważył łzy. Kiedy już pomieszczenie całkowicie się rozpada, Walker zauważa przed sobą ducha, z którym wcześniej walczył. Dziwi go to ponieważ zazwyczaj duchy znikają po odpędzeniu ich, zauważa jednak sporą różnice owej postaci. Stała się ona czerwona, zaczyna ona parować i przypomina bardziej manekin, karykaturę człowieka niż prawdziwą ludzką postać. Duch wydaje z siebie tylko słowa „zabić” oraz „rozerwać” i rzuca się na boki, jakby przezywał straszliwy ból, nasz bohater zdaje sobie sprawę, iż nie jest to duch, a sama nienawiść, jaką ten duch nagromadził przez tyle lat, teraz nie mając się na kim żywić, zaczyna ona umierać w męczarniach. Postać, złożona z samej nienawiści zaskakuje Walkera tym iż pomimo braku obecności ducha chłopca potrafi ona sama z siebie się przez chwilę utrzymać. Ostatecznie zaczyna się ona topić i parować, po chwili, całkowicie odparowuje i nie pozostaje po niej nawet ślad. Walker przywołuje do prawej dłoni kose, po czym rusza w kierunku miasta.

Tymczasem Han, walczy z Mainem, jest już noc i tylko księżyc i gwiazdy rozświetlają nocne niebo. Szanse są wyjątkowo wyrwane i oboje raczej parują swoje ciosy, niż zadają sobie jakiekolwiek obrażenia, prawdopodobnie jest to wynikiem tego, iż co jakiś czas kolejne fale pomniejszych duchów atakujących w przerwach Hana. W pewnym momencie Han chcąc, wykpić Maina stwierdza.

-Widzisz niedorajdo ? Ewakuowaliśmy ludzi z miasta, już ich nie dostaniesz. Po prostu poddaj się, a może nie zabijemy cię w męczarniach.
-Ewakuowaliście ? Hahaha ! - Pyta zanosząc się śmiechem Maine. Po czym dodaje – A skąd wiesz, że mieśmy zaatakować Shadow Town, a nie Rosenhaim, do którego ewakuowaliście ludzi ?
-Blefujesz, skąd mielibyście to wiedzieć ? Jesteście tylko durnymi duchami !
-Rządzonymi przeze mnie... myślisz, że nie domyśliłbym się, dokąd moglibyście ewakuować przynajmniej część ludności ? - Pyta Duch.

W tym samym czasie autobus, który wyruszył z Shadow Town, dojechał do Rosenhaim, gdzie zaraz po wjeździe zauważyli masakrowanych przez duchy ludzi. Jak na złość nawalił jeszcze silnik, a duchy rzuciły się w stronę autobusu, dzielny kierowca wybiegł, chcąc oddać życie, aby tylko ochronić znajdujące się w samochodzie dzieci. Już ku niemu zaczęła się zbliżać Banshee chcąca oderwać mu głowę, lecz tuż przed dotarciem do kierowcy, zaczęła się rozpadać, co najmniej jakby została rozerwana na poziomie cząsteczkowym. Kierowca zauważył, że wtedy większość duchów wzleciała w powietrze, tworząc prawdziwą wielką chmurę stworzoną niemal z nieprzeniknionego cienia. Czasem zabierając ze sobą ciała, czasem same ludzkie dusze ze sobą, niewielu ocalało najczęściej przypadkowo. Kierowca odwrócił się i zobaczył blond mężczyznę z długimi włosami, mężczyzna odpowiada głośno -”Do diabła, nie zdążyłem !”.

Po usłyszeniu od Maine'a informacji o tym że duchy udały się do Rosenhaim, Wilkołak rzucił się na niego.. Jednak znów bezskutecznie, ponieważ Maine znów unikną jego ciosu, po chwili okoliczne duchy zaczęły zmierzać w kierunku Maine'a, łącząc się z nim i go wzmacniając. Rzeźnik zaatakował Hana, zadając potężny cios pazurami, zadając ciężką ranę i wyrywając kawał mięsa z ciała Wilkołaka. Han opada ciężko raniony bez sił, Rzeźnik Maine pojawia się tuż przed nim, chcąc zadać śmiertelny cios, lecz wtedy zza chmur wyłania się księżyc w pełni, Oczy Wilkołaka zaczynają świecić, runy na jego ciele jarzą się jeszcze mocniejszym światłem. Rzeźnik zadaje cios, lecz odbija się on od ciała Hana, a sam Wilkołak wykonując zamach dość dotkliwie rani Maine'a. Maine znika i pojawia się kilkanaście metrów dalej. Zaskoczony pyta się Hana.

-Już miałem cię zabić, skąd ten nagły wzrost mocy ?
-Zwyczajny wilkołak w pełni staje się 2 krotonie mocniejszy, taki wilkołak jak ja 4 krotnie.
-Naprawdę ? - Odpowiada zadowolony Maine, po czym wyciąga do góry, rękę, a chmury znów, przesłaniają księżyc, Han opada znowu bez sił, a Maine rusza wprost na niego chcąc rozerwać go swoimi szponami. W tym momencie słuchać jednak trzask, jakby metal uderzył o metal.
-Nie dzisiaj – Odpowiada Walker, który zablokował cios Maine'a kosą.
-Skąd ty tutaj ? - Pyta zaskoczony Maine.
-Myślisz, że powstrzyma mnie byle silniejszy Topielec ? Przyznam się, było trudno, lecz ostatecznie twoja strategia obróciła się przeciwko tobie.
-Po co zaatakowaliście Rosengarden ? - Pyta ciężko ranny Han.
-Po to, aby zyskać więcej dusz, aby móc stworzyć naszego boga, czyż to nie oczywiste, że najprostszym sposobem na pozyskanie nowych dusz jest zabicie ludzi i wywleczenie ich dusz z nich samych ? A tak swoją drogą, widzę, że poznałeś, moje synka.
-Twojego ? - Pyta zaskoczony Walker.
-Tak, to ja za życia maltretowałem tę kupę gówna, to ja zabiłem tą szmatę, co go zrodziła, a potem sam go wykończyłem, pech chciał, że umarłem chwile później w wypadku samochodowym. - W Tym momencie Walker nie wytrzymał i rzucił się, w furii ma Maine'a. Ten jednak znowu unikną ciosu i chciał zadać cios Walkerowi, taki był cel jego prowokacji. Kiedy jednak znalazł się, za naszym bohaterem zauważył, że nie ma go tam, gdzie był. Po chwili poczuł straszliwy ból w klatce piersiowej i zauważył, ostrze wystające z jego piersi. Okazało się, że Walker uczynił to samo co on i teleportował się tuż po ataku, za Rzeźnikiem.

W tym momencie Maine, opadł bez sił na ziemie, Walker podszedł już, aby przeciąć jego łańcuch. Kiedy zauważył ogromny sznur duchów na niebie, skąpanych w czerwieni. Czerwień zakryła nocne niebo. a presja duchowa podskoczyła do niewyobrażalnych rozmiarów, sprawiając, że Walker niemal nie uklęk na kolanie. W tym momencie Maine zaśmiał się i powiedział -”Tak klękaj przed mym BOGIEM NATCHODZI BELFEGOR !”- Po czym Walker szybko przeciął jego łańcuch, a cała jego uwaga z powrotem skoncentrowała się na szkarłatnym niebie. Han również odzyskał część sił i wstał i razem z Walkerem obserwowali, przerażające wydarzenie. Duchy zaczęły się koncentrować na środku czerwonego nieba i łączyć w bezkształtne kłębowisko gęstych czerwonych chmur. W pewnym momencie z nieba zaczęło padać, jednak po chwili Han i Walker zauważyli, iż wszystko zaczyna zdobić się czerwienią. W pewnym momencie Han zapytał Walkera.

-Nie mówi mi, że pada krwią ? - Pyta przestraszony Han.
-To nie krew to moc duchowa tej istoty nad nami sprawia, iż mamy wrażenie, że pada. Co prawda duchy zabrały dużą ilość ciał, ale to niemożliwe, aby z nich aż tyle krwi na nas spadało w formie deszczu.
-Chwila przecież czuje krew, chcesz powiedzieć, że to coś wydziela taką moc, że MY mamy wrażenie, jakby padam na nas deszcz ? - Pyta Han.
-Tak, ale tutaj nie chodzi tylko to. Moc duchowa tej istoty jest tak potężna, że przyjmuje niemal fizyczną formę, formę czerwonego deszczu. To, co na nas spada do głównie energia duchowa tej bestii, krew z zabitych ludzi tylko w małym stopniu pewnie.

Po chwili Walker zauważa, że jego ręce się trzęsą. Jego łańcuchy niemal same z siebie się pojawiły i wiszą w powietrzu, niemal wyczekując ataku, jego kosa zaczęła wydawać z siebie lekki ciągły stalowy zgrzyt, jakby nie mogła się doczekać, aby zatopić swe ostrze w przeciwniku. Walker zaczął odczuwać, pomimo przemożnego strachu, uczucie jakby każda komórka jego ciała chciała posmakować krwi tego przeciwnika. Po chwili w czerwonego kłębowiska wyszła blada niczym kreda postać, przypominająca kształtem człowieka, przepasana jednak długą czerwoną szatą. Jedna połówka jej twarzy przypominała białą ceramiczną maskę, przypominająca twarz szaleńca, druga przypominała ludzką, nie posiadała jednak ust, nosa, jej oczodoły były zrośnięte i była całkowicie bezwłosa. Spod szaty tej istoty widać było osiem rąk, a w każdej ręce inna broń. Po chwili nie tylko niebo i otoczenie stało się czerwone, po chwili same cienie zaczęły mienić się czerwienią. Han próbował wstać, pomimo wciąż rosnącej duchowej energii, lecz wtedy jakby znikąd pojawiło się dziesiątki rąk przebijające jego ciało niezliczonymi rodzajami broni. Wilkołak opadł bez życia na czerwoną ulice. Walker usiłował mu pomóc, nagle poczuł chłód w gardle, zauważył, że zarówno jego łańcuchy, jak i kosa zostały przecięte na pół, a z jego szyi wystawało zimne czerwone ostrze. Po chwili przed jego oczami pojawił się Belfegor i zaczął swoimi ośmioma rękoma atakować Walkera, za każdym razem wyrywając kawałki jego ciała. Walker krzyczał z bólu, lecz Belfegor bez zmiłowania atakował go, aż na jego ciele nie ostał się ani jeden nietknięty skrawek skóry i mięsa. Oderwane kawałki ciała Walkera walały się po ulicy, a on sam nie wykazywał najmniejszych oznak życia. Ostatecznie Belfegor złapał jego głowę w obie ręce i zmiażdżył ją na krwawą miazgę. Pozostałe strzępy ciała Walkera opadły na ziemie i duch zaczął się oddalać. Normalnie byłby to koniec naszej opowieści, lecz nagle z ciała Walkera zaczął wydobywać się cienisty dym. Zwróciło to uwagę Belfegora, który ponownie się odwrócił, bacznie badając owo zjawisko. Dym zaczął się zbierać i ostatecznie przyjął fizyczną formę szkieletu, z wielką srebrną kosą i łańcuchami w dłoni, postać ta była również odziana w długą czarną szatę. Dwa potężne duchy stanęły naprzeciw siebie, Belfegor i żniwiarz, ich moce duchowe były ogromne, po stronie Belfegora wszystko z powodu jego presji duchowej mieniło się bielą i czerwienią, natomiast po stronie Żniwiarza, który jak najwidoczniej uwolnił się ze zniszczonego ciała Walkera, mieniło się czernią i bielą. Co najmniej tak jakby dwa niepodtrzymane żywioły stanęły naprzeciw siebie, chcąc siebie nawzajem wyniszczyć. W końcu ich energie duchowe zaczęły się atakować, a oba duchy wydały z siebie nadnaturalny ryk, który zatrząsł okolicznymi budowlami. Skumulowana presja duchowa była tak potężna, że nawet blond osoba, która pomogła części ludzi, w Rosengarden wyczuła to i powiedziała „Muszę to powstrzymać”.

Dwa duchy runęły na siebie, raz za razem parując swoje ciosy, w czerwonych cieni w końcu zaatakowały zewsząd ręce, które przywoływał Belfegor. Raniły one żniwiarza, lekko roztrzaskując kilka jego widocznych żeber. W tym momencie żniwiarz zaczął jednak niemal pochłaniać okoliczną czerwoną energie duchową. Po chwili z czarnych cieni kontrolowanych przez żniwiarza, wyłoniło się tysiące czarnych dłoni uzbrojonych w małe kosy, czarne ręce żniwiarza zaczęły parować czerwone ręce Belfegora, pomimo tego, iż walczyły ze sobą tylko dwa potężne duchy, można było odnieść wrażenie, że toczy się co najmniej wielka bitwa. Ponieważ cały czas słychać było szczęk ostrzy. W pewnym momencie Belfegor się zatrzymał, podniósł do góry ręke, a z nie ma i ziemi wyłoniło się tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy uzbrojonych rąk, nie ograniczając się wyłącznie do cieni. Zanim jednak ręce dosięgły, znieważa, ten dobiegł do Belfegora, ogryzając mu kawałek jego, czerwonego ciała. Belfegor zawył z bólu i wychował się lekko z pola wali, kiedy tysiące czerwonych rąk ostatecznie zbliżało się do żniwiarza, ten wykonał jeden szybki zamach. Przez chwile dłonie dalej się zbliżały, co najmniej jakby atak znieważa, był kompletną stratą czasu. Po chwili jednak każda ręka pod różnym kątem została przecięta na pół, zarówno te wyrastające z ziemi i czekające na okazje do ataku, jak i te spadające z nieba. Co najmniej tak jakby żniwiarz zakrzywił kąt swojego ciosu tak, aby zakatował on wszystkie dłonie równomiernie. W tym momencie jednak Belfegor pojawił się tuż za nim, atakując niemiłosiernie, znów rozwalając kilka jego kości, żniwiarzowi udało się zablokować kilka ostaniach z nich. Po chwili jednak znalazł się tuż przed Belfegorem i złapał go za gardło, sam dotyk żniwiarza parzył mściwego ducha. Belfegorowi udało się złapać rękę żniwiarza i ją oderwać, żniwiarz jednak rozwarł szczęki i w tym momencie stało się coś nietypowego. Prawie cała czerwień, razem z Belfegorem zaczęła być zasysana przez żniwiarza, najpierw pochłoną on głowę Belfegora, ostatecznie całego go pożerając. Potem wydał z siebie nieprzenikniony głośny i przerażający ryk, całe otoczenie spowiła czerń, a jego żebra odrosły. Wisiał on przez chwile w tym czarno-białym otoczeniu lecz, po chwili popatrzył na ciało Walkera. Po chwili znów zaczął się zamieniać w dym, a sam dym zaczął wracać do ciała Walkera. Ciało Walkera dalej leżało beż życia rozerwane na strzępy. Leżało mątwę, bez jakichkolwiek oznak życia, tak samo, jak podziurawione ciało Hana, wszędzie panowała ciemność, a gdzieniegdzie od śladów czerwonej krwi odbijały się promienie kężyca. Czy Walker przeżyje, czy jeszcze zobaczymy Hana ? Kim jest blond postać ? O tym dowiecie się w następnym ff. xD
Komentarze
3233 #1 Lost
dnia 26/09/2014

FF podobał mi się Pokazuje język Dużo walk Szeroki uśmiech za co wielki plus Szeroki uśmiech No i oczywiście rozwaliła mnie akcja z tym chłopcem i jego ojcem < ogólnie ta historia> była po prostu świetna :3 No i ta łezka w oku , która zakręciła się Walkerowi ahhh Szeroki uśmiech No cóż czekam na ciąg dalszy :3 Powodzenia !

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Komentarze
Na tak: 0
Na nie: 0